Działanie od dołu, czyli nowa era lidera

Minęły już czasy charyzmatycznych przywódców politycznych i wojskowych, którzy wygłaszali poruszające mowy, prowadzili wielkie, zwycięskie kampanie militarne i wprowadzali przełomowe reformy polityczne i społeczne. Nie ma dzisiaj liderów na miarę Abrahama Lincolna, Mahatmy Gandhiego czy Martina Luthera Kinga, którzy w czasach głębokich sporów ideologicznych czy konfliktów zbrojnych, z niebywałym kunsztem politycznym potrafili równoważyć sprzeczne interesy, współpracować z politycznymi rywalami i przełamywać uprzedzenia.

Dzisiaj autentyczne, trwałe zmiany społeczne dokonują się za sprawą nowego typu przywództwa, które Ryszard Praszkier, założyciel polskiego oddziału Fundacji Ashoka, nazywa dawaniem mocy, zarówno w odniesieniu do jednostek, jak i grup społecznych. Dawanie mocy to aktywizowanie, pobudzanie sprawczości i potencjału, wspieranie w podejmowaniu inicjatyw, dzięki którym możliwe jest wychodzenie z marginalizacji.


Anthony de Mello, urodzony w Bombaju hinduski jezuita, psychoterapeuta i mistyk (zm. w 1987 r.), napisał bajkę o pewnym wędrowcu, który zapukał do drzwi kobiety, prosząc ją o coś do jedzenia. Kobieta odmówiła twierdząc, że nie ma czym ugościć nieznajomego. Wtedy wędrowiec wyznał, że posiada magiczny kamień, dzięki któremu można ugotować wyśmienitą zupę. To tak zaintrygowało kobietę, że nie tylko wpuściła wędrowca do domu, ale także podzieliła się tą tajemnicą z sąsiadką. Wieść o niezwykłym kucharzu szybko się rozniosła, i wkrótce w domu kobiety zebrali się mieszkańcy całej wsi. Wędrowiec wrzucił kamień do wrzącej wody, skosztował i zakrzyknął: „Wyśmienita, ale byłaby jeszcze lepsza, gdyby dodać do niej trochę soli i pieprzu!.” Jedna z sąsiadek użyczyła przypraw, po czym inni sąsiedzi zaczęli, na prośbę kucharza, przynosić kolejne składniki: warzywa, skrawki mięsa, zioła. Wkrótce powstała pożywna, smaczna zupa, do której zasiedli wszyscy zebrani w domu kobiety mieszkańcy wsi, doceniając nie tylko zalety dzielenia się, ale także wspólnego wysiłku. Nieznajomy tymczasem wymknął się z chaty, zostawiając im tajemniczy kamień. Z bajki tej można wysnuć naukę, że czasem wystarczy jeden prosty pomysł, odrobina kreatywnego myślenia, aby stworzyć i zintegrować grupę. Tak właśnie działają innowatorzy-liderzy społeczni, którzy niewiele mają wspólnego ze szczytami władzy, za to bardzo wiele z wpływem na polityczne decyzje. To umacniające przywództwo opiera się na działaniach oddolnych, często przy bardzo małych nakładach i początkowo na małą skalę tak, by następnie rozprzestrzeniać się i przyjąć formę zmian systemowych, usankcjonowanych nowym prawodawstwem.

Liderzy społeczni nie tylko dostrzegają istotę, ale dociekają głębi problemów społecznych. Ich celem nie jest doraźna pomoc grupom lub jednostkom z różnych przyczyn zmarginalizowanym, ponieważ wychodzą z założenia, że jedynie nakarmienie bezdomnego nie pomoże mu wyjść z bezdomności. Innowatorzy społeczni nie szukają tradycyjnych dróg wydobywania z wykluczenia, ponieważ wiedzą, że marginalizacja ma swoje przyczyny nie tylko w okolicznościach zewnętrznych, takich jak procesy makroekonomiczne czy braki w prawie. W wielu zmarginalizowanych społecznościach pozbawienie lub utrata pewnych niezbywalnych praw, takich jak dostęp do edukacji, jest niejako utwierdzone przez tradycję, religię, brak poczucia własnej wartości i wiarę w to, że wykluczenie jest w pewnym sensie naturalnie przypisane i nieuniknione. Rolą innowatorów społecznych jest przełamywanie barier mentalnych po obu stronach, zarówno u tych, którzy pomagają, jak i u tych, którzy pomoc otrzymują.

Reza Deghati, irańsko-francuski fotoreporter, który w 2001 roku założył organizację AINA, prowadzącą programy edukacji kobiet i dzieci w Afganistanie, rozumiał, że nie da się przekonać patriarchalnych, konserwatywnych i skrajnie zubożałych przez lata rządów Talibów społeczności do tego, że dziewczynki należy posyłać do szkół, bo to oczywiste i przynależne wszystkim prawo. Dlatego też sięgnął po mniej konwencjonalne metody i zaczął uczyć dziewczyny i młode kobiety afgańskie sztuki dziennikarstwa i fotoreportażu, dbając jednocześnie o to, by nauka ta nie stała w sprzeczności z tradycjami religijnymi czy społecznymi wartościami. Świeżo upieczone dziennikarki i fotoreporterki zaczęły więc od dokumentowania codziennego życia swoich społeczności. To nie tylko nie wzbudziło sprzeciwu, ale zainspirowało wszystkich do tego, by dowiedzieć się więcej nie tylko na temat swojego bezpośredniego otoczenia. Wkrótce zaczęły powstawać gazety, pisma, stacje radiowe, a nawet seriale, współtworzone przez kobiety i dzieci i docierające do setek tysięcy czytelników, słuchaczy i widzów. Niespotykana wcześniej przemiana mentalna i kulturowa dokonała się nie dlatego, że ktoś postulował posyłanie dziewcząt do szkół, ale dlatego, że dał im aparaty fotograficzne do ręki.

Barbara i Tomasz Sadowscy w 1989 roku założyli Fundację Barka, ponieważ wierzyli, że problemu bezdomności nie da się rozwiązać za pomocą systemu zasiłków i noclegowni. Przyczyny bezdomności są często bardzo złożone: tragedia rodzinna, utrata pracy, popadnięcie w spiralę długów, eksmisja, głębokie uzależnienie (często sięgające wczesnego dzieciństwa, kiedy matka podawała niemowlęciu wódkę (sic!), żeby się uspokoiło). Czasem bezdomnymi stają się wychowankowie domów dziecka, którzy po osiągnięciu pełnoletności nie mają się gdzie podziać. To także ludzie opuszczający zakłady karne i nie mający (lub nie widzący dla siebie) praktycznie żadnych perspektyw wyjścia na prostą. W Barce działają grupy liderów, którzy sami doświadczyli bezdomności i uzależnień. To oni, a nie psychologowie czy specjalnie przeszkoleni pracownicy socjalni, wychodzą do bezdomnych i przekonują ich, by przyjęli wsparcie nie polegające tylko na pomocy materialnej, ale także na aktywizacji zawodowej i przywracaniu na rynek pracy. Ci, którzy sami byli bezdomni najlepiej wiedzą, jak trudno wydostać się z tak skrajnego wykluczenia, kiedy zatraciło się poczucie własnej wartości i przydatności i kiedy praca, wraz z nieodłącznym rytmem wykonywanych zadań jest niemal niemożliwa do przyjęcia. Ci, którzy sami dawniej byli bezdomni najlepiej wiedzą, jakim językiem przemawiać do tych, którzy nie widzą dla siebie wyjścia ze swojego położenia. Wśród mieszkańców wspólnot stworzonych w ramach sieci Barki są ludzie, którzy, jak sami mówią, dawniej niemal dogorywali na ulicy, a dzisiaj pomagają innym lub odkrywają w sobie przedsiębiorczą żyłkę i tworzą miejsca pracy.

Zamiast żądać większej liczby urzędników i instytucji kontrolujących, liderzy społeczni wolą „od dołu” budować świadomość. Wiedzą oni, że odgórne zalecenia lub nakazy bardzo często nie działają. Wiele przedsiębiorstw w Polsce woli płacić ogromne składki na Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych niż takie osoby zatrudniać. Nie chcą zatrudniać, ponieważ nie wierzą, że mogą w nich mieć wartościowych pracowników. Innowatorzy społeczni zakładają przedsiębiorstwa, w których ludzie w niepełnosprawnościami nie tylko otrzymują miejsca pracy, ale także mogą rozwijać potencjał i umiejętności. I nierzadko udowadniają, że na wiele ich stać, dzięki czemu tzw. otwarty rynek pracy staje się bardziej otwarty. Dawanie mocy to pobudzanie potencjału jednostek, wpajanie umacniającej wartość własną roli pracy i brania odpowiedzialności za własną przyszłość. Rolą lidera jest w tym procesie stworzenie przestrzeni do odkrycia tego potencjału i we właściwym momencie usunięcie się w cień. W czasach, kiedy politycy to głównie urzędnicy pobierający podatki i dokonujący nieznacznych zmian w ustawach, to właśnie takie oddolne przywództwo daje szanse na prawdziwie przełomowe zmiany. Politycy i tworzone przez nich aparaty państwowe nie są w stanie skutecznie zadbać o sprawiedliwszy podział dóbr, niezależnie od tego, jaki przemysł upaństwowią, jak wysokie podatki nałożą i ile uchwalą ustaw. Dzięki coraz bardziej innowacyjnym, m.in. za sprawą postępu technicznego, metodom oddziaływania i upowszechniania wprowadzanych zmian, liderzy społeczni będą znacznie bardziej skuteczni, niż politycy, urzędnicy i ekonomiści w niwelowaniu nierówności i walce z ubóstwem we współczesnym świecie. Warto zatem śledzić ich działania.
Trwa ładowanie komentarzy...