Za co Adam Smith doceniłby przedsiębiorstwa społeczne?

W ciągu trzech dekad liczba ludzi żyjących w skrajnym ubóstwie (czyli za mniej, niż 1,25 dolara dziennie) znacznie się zmniejszyła – z ok. 50% w krajach rozwijających się w 1981 roku do 21% w 2010. Jednakże optymizmem nie napawa fakt, że skrajna bieda dotyczy wciąż 1,2 miliarda ludzi na świecie, żyjących bez dostępu do sanitariatów, elektryczności, odpowiednich standardów opieki medycznej. Dla milionów ludzi na świecie szczytem luksusu jest świeża woda pitna. Ponad 700 milionów ludzi w 2015 nie umie czytać i pisać, a między 50 a 100 milionów dzieci pozbawionych jest jakiejkolwiek edukacji. Według wielu ekspertów kontrast pomiędzy najbogatszymi i najuboższymi jest znaczny i wciąż rośnie także w wielu krajach rozwiniętych.

W dyskusjach nad nierównościami społecznymi i w poszukiwaniu rozwiązań liczni politycy, ekonomiści, publicyści odwołują się do interwencjonizmu państwowego jako najlepszej recepty na kryzysy i bolączki społeczne. Według nich racjonalnością nie wykazuje się wolny rynek, ale instytucje państwowe, będące jednym gwarantem powszechnej sprawiedliwości i dobrobytu. Wciąż na nowo odżywa krytyka poglądów i dzieł Adama Smitha, a szczególnie wyrwanej z kontekstu słynnej „niewidzialnej ręki” rynku, którą obwinia się za nadużycia niektórych współczesnych korporacji. Niezwykłe zasługi w zwalczaniu kryzysu i zmniejszaniu nierówności przypisuje się polityce owianego legendą Nowego Ładu prezydenta Franklina D. Roosevelta, z jego sięgającymi 90 procent podatkami i radykalnymi regulacjami w gospodarce. Thomas Piketty, zapewne obecnie najbardziej popularny ekonomista, postuluje nałożenie na bogatych ponad 80-cio procentowego podatku mającego, jak sam mówi, „charakter konfiskacyjny.”



Czy jest druga strona medalu? Adam Smith w istocie oddawał inicjatywę przedsiębiorczą w ręce jednostek i występował przeciwko protekcjonistycznymi i regulacyjnymi zapędami rządów. Ale równie mocno Smith krytykował ówczesne wielkie akcyjne spółki handlowe i ich korporacyjny, bezosobowy charakter, i z pewnością byłby bardzo rozczarowany, gdyby zobaczył, jak duże wpływy i jednocześnie niskie standardy etyczne mają niektóre współczesne korporacje. Ten sam Adam Smith popierał publiczną edukację dla najuboższych, podatek progresywny, a za najbardziej idealny system gospodarczy uważał ten oparty na małych, lokalnych i działających dla dobra lokalnych wspólnot przedsiębiorstw, współistniejących ze sobą na rynku i kierujących się ekonomicznym interesem (a nie chciwością!) ich właścicieli. W końcu ten sam Adam Smith za szkodliwą uważał tendencję do podziwiania bogatych i gardzenia biednymi bez względu na posiadane przez jednych i drugich cnoty.

W ramach tak chwalonego przez wielu Nowego Ładu uchwalono wiele ustaw, które nie tylko nie złagodziły kryzysu lat trzydziestych, ale go pogłębiły. Przykładami mogą być dwie, szczęśliwie zakwestionowane przez Sąd Najwyższy w USA, ustawy: o uzdrowieniu narodowego przemysłu (National Industrial Recovery Act z 1933 roku) oraz ustawa o pomocy rolnikom (Agricultural Adjustment Act z 1933 r.). Na mocy tej pierwszej większość przemysłów i przedsiębiorstw wcielono do kontrolowanych przez Państwo karteli, którym narzucono restrykcyjne kodeksy regulujące ceny i warunki produkcji oraz sprzedaży. W efekcie, w ciągu 6 miesięcy od wejścia w życie ustawy produkcja przemysłowa spadła o 25%. Ustawa rolnicza była chyba jeszcze większym absurdem: nakładała ona na przetwórców rolnych podatek, by uzyskany dochód przeznaczyć na nadzorowanie masowego niszczenia cennych upraw i uboju zwierząt hodowlanych (sic!), a także wypłacać farmerom dotacje za ograniczenia w produkcji. A wszystko po to, by zmniejszyć dostawy i podnieść ceny w czasie, gdy setki tysięcy ludzi nie było w stanie związać końca z końcem.

Może zatem, zamiast postulować by państwa, przy pomocy armii urzędników pilnowały, aby obywatele się zanadto nie bogacili, należy oddać inicjatywę i stworzyć przestrzeń do działania dla tych, którzy najlepiej wiedzą, jak eliminować skrajne nierówności, łącząc przy tym przedsiębiorczość i osiąganie dochodów z realizacją celów społecznych. To nie wszechobecne Państwo zachęci najbogatszych do filantropii – tej mądrej, efektywnej, nadającej sens i wartość społecznej odpowiedzialności biznesu, bo nie polegającej na jednorazowych odruchach dobroczynności. Lepiej poradzą sobie z tym przedsiębiorcy-innowatorzy społeczni, którzy dostrzegają korzyści, potencjał i odbiorców usług tam, gdzie tradycyjny biznes widzi jedynie słabości i ryzyka. Przedsiębiorstwa społeczne nie dążą do monopoli, wrogich przejęć i koncentracji kapitału. I za to z pewnością doceniłby je Adam Smith. Podobnie jak za to, że działają w symbiozie i ku pożytkowi lokalnych wspólnot, a swoje rozwiązania i oddziaływanie skalują budując partnerstwa, zarówno z organizacjami społecznymi, jak i biznesem. Efektem takich przedsięwzięć jest lepsza infrastruktura, innowacje techniczne, dostęp do edukacji, miejsca pracy. Takie partnerstwa to ciągle rzadkość i kropla w oceanie możliwości i zasobów, jakimi dysponuje sektor prywatny, ale coraz liczniejsze przykłady potwierdzają ich ekonomiczny i społeczny wymiar. Ana Bella Esteves z Hiszpanii stworzyła takie partnerstwo z Danone, poprzez Ana Bella Social School For Women Empowerment – przedsiębiorstwo, w którym kobiety, które w przeszłości doświadczały wieloletniej przemocy domowej, otrzymują szkolenia, a następnie sprzedają produkty firmy i stają się ambasadorkami marki. WaterHealth International to założone w 1995 roku przedsiębiorstwo społeczne tworzące i prowadzące centra uzdatniania wody pitnej przy wykorzystaniu m.in. technologii odwróconej osmozy. Od początku istnienia firma zainstalowała już ponad 500 takich urządzeń na obszarach wiejskich w Indiach, Ghanie, Filipinach, Bangladeszu. W 2014 w przedsięwzięcie zainwestowała Coca-Cola w ramach konsorcjum „Safe Water for West Africa.”

Jeszcze 10 lat temu przedsiębiorczość społeczna, także w krajach anglosaskich (gdzie dzisiaj ma ona już znacznie bardziej ugruntowaną pozycję) była zjawiskiem słabo znanym i nie budzącym zaufania inwestorów. Obecnie, dzięki m.in. takim organizacjom jak Ashoka czy NESsT, które budując partnerstwa z biznesem wspierają rozwój tego sektora zarówno finansowo jak i merytorycznie, na całym świecie funkcjonuje coraz więcej przedsiębiorstw, które nie tylko oferują dobre produkty i usługi, ale również usuwają bariery, także te kulturowe, dla wydobywania ludzi z biedy i wykluczenia. Niektórzy z nich, jak Julian Ugarte z Chile czy Khalid Alkhudair z Arabii Saudyjskiej wykorzystują do tego celu technologie ICT. Ugarte stworzył platformę internetową służącą integracji i inkubacji innowacji i przedsięwzięć, które wykorzystują najnowsze technologie w celu rozwiązywania problemów społecznych (mogą to być np. aplikacje i gry edukacyjne lub te służące osobom z niepełnosprawnościami). W ramach Socialab młodzi przedsiębiorcy, którzy działają w obszarze IT i inżynierii pozyskują doradztwo i finansowanie, po to, by rozwijać swoje projekty. Khalid Alkhudair stworzył w swym kraju portal internetowy dla saudyjskich kobiet poszukujących pracy, która stanowi nie tylko liczącą ponad milion osób bazę danych, ale także platformę współpracy z zarówno saudyjskimi jak i zagranicznymi firmami oferującymi miejsca pracy. Khalid organizuje także kampanie marketingowe mające zmienić postrzeganie kobiet na rynku pracy i przełamywać uprzedzenia. Dale Lewis założył działające w Zambii COMACO po to, by zapobiec kłusownictwu. COMACO wytwarza m.in. miód i masło orzechowe z produktów pozyskanych od drobnych farmerów z doliny Luangwa – dla wielu z nich kłusownictwo było dawniej najbardziej (lub jedyną) dostępną formą utrzymania.

W Polsce przedsiębiorczość społeczna to temat ciągle raczkujący i zjawisko albo mało znane, albo niedostatecznie zrozumiane, zapewne głównie ze względu na silne w naszym kraju przekonanie, że jeśli coś służy celom lub zmianom społecznym, w żadnym razie nie może się wiązać z działalnością komercyjną i zarabianiem pieniędzy. Niemniej, potencjał takich firm i wspierających ich rozwój inwestycji i wolontariatu kompetencyjnego powoli dają znać o sobie. Ci najbardziej innowacyjni i odważni wychodzą poza schemat i tworzą własne, unikalne marki, jak np. Browar Spółdzielczy z Pucka, zatrudniający pracowników z niepełnosprawnością intelektualną lub Fundacja „Być razem,” która w prowadzonych przez siebie przedsiębiorstwach zatrudnia byłych więźniów, bezdomnych, długotrwale bezrobotnych. W 2009 stworzyła markę WellDone, pod którą oferuje unikalne produkty dekoracyjne.

Przed przedsiębiorstwami społecznymi, nie tylko w Polsce, jeszcze sporo pracy, zanim osiągną gotowość do inwestycji i przekonają potencjalnych inwestorów, że mają potencjał do tego, by poza dającym się zweryfikować wpływem społecznym, osiągnąć trwały rozwój i rynkowy sukces. W tym celu muszą zrozumieć realia biznesu, zasady dyscypliny finansowej, a także nabyć kompetencje związane z zarządzaniem. Nieocenione w tym procesie jest i będzie dzielenie się wiedzą i umiejętnościami ze strony doradców z biznesu. Zresztą spotkania te już dzisiaj udowadniają, że korzystają na nich i uczą się obie strony. Być może całkiem niedługo nadejdą w Polsce czasy, kiedy, podobnie jak w krajach anglosaskich, absolwenci studiów MBA na renomowanych uczelniach, zamiast marzyć o karierze w korporacji, będą zakładać firmy społeczne, i będzie przybywać inwestorów, dla których zwrot z inwestycji to także osiągnięty wpływ społeczny. Wielu przedsiębiorców społecznych na całym świecie działa w bardzo trudnych warunkach, zarówno społecznych, jak i politycznych. W Polsce takie przedsięwzięcia będą się rozwijać, o ile oczywiście nie zagubią się w gąszczu urzędowych regulacji i skomplikowanych przepisów podatkowych.
Trwa ładowanie komentarzy...